 | W Bytomiu, u zbiegu ulic Korfantego i Katowickiej, stoi żelazny domek zwieńczony spadzistym dachem z buńczucznie podniesionymi „rogami”. Chociaż zaniedbany, już na pierwszy rzut oka widać, że jest bardzo stary. Z racji naklejonych plakatów można go wziąć za słup ogłoszeniowy, ale jest to obiekt energetyczny, bo w środku stał kiedyś transformator zasilający okoliczne domy. Według specjalistów jest to prawdziwy unikat w krajobrazie Śląska.
Niedawno do naszego Towarzystwa zadzwoniła Barbara Klajmon, miejski konserwator zabytków w Bytomiu, z zapytaniem czy interesuje nas obudowa transformatora z XIX wieku. Zelektryzowani wiekiem (dla elektroenergetyki wiek dziewiętnasty stanowi odpowiednik starożytności) zgłosiliśmy wielkie TAK!
Pojechaliśmy do Bytomia oglądnąć zabytek i spodobał się nam „od pierwszego wejrzenia”. Jest malowniczy z racji stylowego dachu i ozdobnych okuć. Kiedyś bardziej dbano o formę obiektów techniki. Do czysto funkcjonalnego prostopadłościanu wystarczyło dodać parę szczegółów i powstawał obiekt kultury technicznej. Nie można nawet pomyśleć, żeby taki unikat poszedł na złom.
Okazało się, że obiekt stanowi własność Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego w Gliwicach i jest nieczynny. Właściciel przeznaczył go do demontażu, pozostała kwestia docelowej lokalizacji. Nawiązaliśmy kontakt z Andrzejem Reinerem z GZE, który na szczęście jest gorącym zwolennikiem zachowania wszelkich zabytków techniki. Uzgodniliśmy sprawę przekazania nam obudowy i otrzymaliśmy zapewnienie, że z GZE dostaniemy kolejne eksponaty do muzeum.


Po wielu telefonach i wymianie pism wydawało się nam, że wszystko jest na najlepszej drodze do pomyślnego finału. Ale w zeszłym tygodniu lokalna prasa w Bytomiu zaczęła bić na alarm, że zginie element tworzący pejzaż miasta. Dochodziły do nas nawet wieści o utworzonym komitecie obrony. Zaczęliśmy się obawiać, czy sytuacja nie zmieni się na naszą niekorzyść.
Przy takim nagłośnieniu sprawy może się zdarzyć, że „piąta zmiana” poinformowana o wyłączeniu napięcia, sama zdemontuje w nocy „żelastfo”. Znikały przecież już obiekty wielokrotnie większe.
Z ostatniej chwili!
Dzięki fachowej pomocy firmy Energomontaż Południe udało się nam zdemontować żelazny domek i przewieźć go do Łazisk bez żadnego uszkodzenia. Wydatnie pomogli nam w tym pracownicy GZE, którzy załatwili wszystkie formalne sprawy.
Opinie świadków wydarzenia były raczej stonowane. Niektórzy otwarcie cieszyli się, że domek trafi do muzeum. Powtarzało się słowo „nareszcie”. Wśród dzieci kręcących się przy demontażu domku najwięcej emocji wzbudziły kikuty miedzianych kabli w fundamencie. Tą miedź też bierzecie do muzeum? - pytały zawiedzione. Gdy odjeżdżałem z ulicy Korfantego kikuty jeszcze tam były.
Zdjęcia domku w czasie demontażu można oglądać na internetowej stronie Towarzystwa: www.muzeumenergetyki.pl
Q100sz |